sobota, 16 maja 2015

Spotkanie z Łozem (od Zuzi)

W sobotę, dzień powrotu do ojczyzny, przydarzyła się ciekawa sytuacja. Ostatni samolot, którym lecieliśmy dzieliliśmy z Łozem - członkiem znanego zespołu Afromental. Maja, Milena i Elwira podekscytowały się tym faktem niezmiernie. Wraz z Karoliną zdecydowały się poprosić o wspólne zdjęcie z piosenkarzem.

Podczas gry ja wciąż czekałam na swoją walizę wraz z chłopakami, dziewczyny (w tym też Ola) ruszyły wzdłuż walizek w kierunku idola. Ola, co prawda, nie znała wcześniej tej sławy, ale dziewczyny wyjaśniły jej wszystko. Czując się już pewniej, koleżanka zdecydowała się zagadać do artysty. Podeszła do niego i zapytała: "Excuse me. Could we take a photo together?" Mężczyzna ogromnie się zdziwił. Wytrzeszczył oczy, gdyż był Polakiem i mówił po polsku, a poza tym nie był tak znany jak chociażby chłopak stojący obok, Łozo...

Kiedy Ola uświadomiła sobie swój błąd, drugoklasistki ryczały ze śmiechu. W tej atmosferze cała grupa wspólnie ruszyła w kierunku prawdziwej gwiazdy.

Oto zdjęcie!











Zuza

sobota, 9 maja 2015

Sobota - od Zuzi

Sobota, 9 maja 2015r.

          Ostatniego dnia wszyscy byliśmy smutni. Za Portugalczykami, Turkami i Rumunkami już zdążyliśmy się stęsknić, a czekało nas jeszcze rozstanie z Chorwatami, którzy najpierw odwiedzili Olę, a następnie dużą grupą przekroczyli próg naszego domu. Ze śmiechem wpadliśmy sobie w objęcia. Ozdobiliśmy koszulkę Jany, która na zawsze będzie miała cudowną pamiątkę po ostatnim wieczorze i wizycie ludzi z zagranicy. Ustaliliśmy również, że za każdym razem, kiedy usłyszymy piosenkę "See You Again", pomyślimy o sobie.


Zrezygnowaliśmy z samochodu, aby móc spędzić więcej czasu ze znajomymi w drodze na przystanek. Na miejscu zrobiliśmy sobie trochę zdjęć oraz przytulaliśmy się, nie mogąc uwierzyć, że oto nadszedł dzień wyjazdu... Będziemy się starać o utrzymanie kontaktu między innymi przez facebooka i skype'a. Miejmy nadzieję, że nam się uda.
          Dla mnie osobiście rozstanie było bardzo trudne. W krótkim czasie nawiązałam niesamowite znajomości i przyjaźnie. Ostatniej nocy zmuszona byłam wyciszyć telefon, bo cały czas brzęczał z powodu wielu powiadomień na facebooku, instagramie, snapchacie... Ponadto Split okazał się dla mnie miejscem idealnym, czymś, czego nie szukałam, a jednak znalazłam. Czymś tworzonym przez wymarzony klimat, ciekawe miejsca oraz przede wszystkim miłych, serdecznych, szczerych, a zarazem wyluzowanych ludzi. Boję się, że już nigdy nie spotkam Roko, Raquel, Jany, Efe, Isabeli, Steli, Furkana, Mii... Można by tak długo wymieniać. W każdym razie, żyję nadzieją, że kiedyś wszyscy razem się spotkamy.


          Podróż minęła nam miło, trwała niedługo, bo tylko około 3,5h nie licząc przesiadek itp.
          W chmurach zdobyłam się na challenge polegający na wypiciu szklanki soku pomidorowego, za którym nie przepadam, ale było zabawnie :)

Zuzia

Piątek - od Oli

        Fakt, że to ostatni dzień naszego pobytu tutaj, wszystkich napawa smutkiem. O 9:00 przychodzimy do szkoły, gdzie czeka na nas mnóstwo atrakcji, m.in. prelekcja na temat historii pisma głagolickiego wygłoszona przez specjalistkę ze stolicy i warsztaty artystyczne. Piszemy na torbach tekstylowych  różne wyrazy pismem głagolickim, a następnie je ozdabiamy.
        Po ostatnim lunchu zjedzonym w szkolnej stołówce wybieramy się na poszukiwanie pamiątek. Jako że te rejony słyną z lawendy i własnego wyrobu naturalnych środków kosmetycznych, pierwsze, co kupujemy, to woreczki lawendowe i mydła na bazie oliwy z oliwek z różnymi dodatkami. Nie brak również pocztówek, figurek, breloczków i innego rodzaju drobiazgów.
        Po wieczorze kulturalnym, podczas którego uczniowie klas starszych wystawiają sztukę teatralną, śpiewają, tańczą, a także, na znak jedności i szczęścia wykonują wraz z nami utwór "Oda do Radości" w językach chorwackim i angielskim, nadchodzi czułe pożegnanie. Biegamy od jednego do drugiego, zbierając podpisy na koszulkach, adresy, robiąc ostatnie zdjęcia.
        Wiele razy pojawia mi się w oku łza, kiedy myślę, że dziś widzimy się po raz ostatni... Smutnym i zrezygnowanym krokiem opuszczamy budynek szkolny i udajemy się do domów. 
        Mój humor staje się lepszy, kiedy wieczorem wybieramy się na ostatni spacer na plażę. Tam, wraz z przyjaciółmi z Chorwacji i Portugalii robimy fotki, rozmawiamy, śmiejemy się do rozpuku i zajadamy przekąski kupione w markecie. Ten wieczór na zawsze pozostawi w naszych głowach wspaniałe wspomnienia...

piątek, 8 maja 2015

Czwartek - od Zuzi

Czwartek, 7 maja 2015r.

          Ten dzień, jako że wypadał w święto Dujama, patrona miasta, pozostawał bez planu i zajęć w chorwackiej szkole. Korzystając z tego, wybraliśmy się z całą Polish Team w morską podróż speedboatem. Odwiedzaliśmy wyspy rybackie, przystawaliśmy na plażach, gdzie odpoczywaliśmy i opalaliśmy się, zobaczyliśmy Blue Lagoon i zwiedziliśmy bardzo zabytkowy Trogir. Podczas tej eskapady zrobiliśmy mnóstwo zdjęć, bo widoki były naprawdę niesamowite...



          Po powrocie do domu poprosiliśmy chorwackie rodziny o spacer wzdłuż promenady, gdzie z okazji święta Dujama rozłożono mnóstwo stoisk z pamiątkami. Okazało się jednak, że na miejscu jest mnóstwo ludzi, całe rzesza, które przybyły z powodu festiwalu w mieście. Kiedy udało nam się przecisnąć i nie zgubić, idąc poprzez promenadę, obraliśmy za cel park. Na miejscu robiliśmy sobie zdjęcia i rozmawialiśmy. Pokazaliśmy Chorwatom, jak tańczymy poloneza oraz jak wyklaskać "Mówią, mówią, że...". Jako że wielu osobom chciało się pić, wybraliśmy się do restauracji na plaży. Wodę dostaliśmy za darmo, bo tutaj ludzie mają w zwyczaju popijać wodę z kranu, którą łatwo dostać w kafejkach.
          W końcu nadszedł czas powrotu do domów. Przechodząc przez centrum, trochę się zgubiliśmy, bo niektórzy jednak zdecydowali się kupić pamiątki. Kiedy jednak znaleźliśmy się w komplecie, postanowiono, że pójdziemy na krótki spacer po mieście.
          W domach zmęczeni poszliśmy spać.

Zuza


czwartek, 7 maja 2015

Rejs po Morzu Adriatyckim - od Karoliny


Nasz speedboat :)
W czwartek, 7 maja, ze względu na dzień św. Dujama- patrona Splitu, wraz z całą polską ekipą postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę łódką. Miasto przeżywało prawdziwe oblężenie –wszędzie aż roiło się od turystów.
         Kiedy szliśmy wzdłuż brzegu, towarzyszył nam niepokój, że łódka okaże się być zardzewiałym gratem.  Kiedy ją jednak zobaczyliśmy, byliśmy bardzo mile zaskoczeni. Łódka była wspaniała! A do tego bardzo wygodna.
              Wkrótce wypłynęliśmy w  morze. Widoki były niesamowite. Napawaliśmy się  nimi z zapartym tchem.  Lada moment i już cumowaliśmy przy pierwszej wyspie. Nazywała się Szolta. Miasteczko, w którym byliśmy, to mała osada rybacka z niewielką ilością turystów i przyjazną atmosferą. Czas bardzo szybko nam zleciał i wkrótce musieliśmy  z powrotem wsiadać do łódki.
           Następnym celem naszej podróży był Trogir.  Zanim jednak  tam dopłynęliśmy, czekała na nas spora dawka pięknych morskich widoków. W drodze do Trogiru mieliśmy okazję zobaczyć imponującą Niebieską Lagunę i wiele innych krajobrazów. W Trogirze, którego zabytki są na liście UNESCO, zwiedzaliśmy starówkę, kupowaliśmy pamiątki i robiliśmy mnóstwo zdjęć. Czas bardzo szybko minął i już wkrótce byliśmy w drodze powrotnej do Splitu.

To był zdecydowanie jeden z najlepszych dni w Chorwacji .  Wspomnienia z tego rejsu  na pewno długo z nami pozostaną.



Karolina

środa, 6 maja 2015

Środa - od Oli

          Na dzisiaj nasi gospodarze zaplanowali poszukiwanie skarbów. Jesteśmy wszyscy bardzo ciekawi, co to będzie. O 9:00 autokar zabiera nas do oddalonego o 8 km od Splitu miasta Salona. Tam, podzieleni na cztery grupy - zielonych, niebieskich, żółtych i czerwonych, z mapą w ręku i bystrym umysłem wyruszamy w ruiny, aby odnaleźć nasz skarb. Moja grupa (zieloni), w której skład oprócz mnie weszli Maciek, Elwira, Maja oraz kilka osób z innych krajów, kończy zadanie jako pierwsza. Skarb stanowią gliniane dzbanuszki i słodycze :) Po smacznym lunchu z widokiem na antyczny amfiteatr, przychodzi czas na warsztaty artystyczne. Lepimy dzbanki, robimy biżuterię i monety, świetnie się przy tym bawiąc.


 W drodze powrotnej wstępujemy do parku, gdzie mamy 2 godziny na relaks. Wylegujemy się w cieniu drzew, gramy w piłkę, badmintona czy też po prostu rozmawiamy. Po powrocie przed szkołę rozchodzimy się wszyscy w swoje strony.
         Jest 15:00 - mamy czas wolny. Dziś chorwaccy znajomi zabierają mnie, Zuzię i chłopaków do uroczej knajpki, gdzie zajadamy się lodami, naleśnikami i goframi. Pycha! Dużo rozmawiamy, śmiejemy się, robimy zdjęcia. Po wyjściu z restauracji udajemy się na plażę i mimo to, że mamy na sobie normalne ubrania... wskakujemy wszyscy do morza! Piszczymy z zimna i ze śmiechem ochlapujemy się wodą. Biegamy po całej plaży i śpiewamy bawiąc się przy tym wyśmienicie.
       Tego wieczoru, kiedy wracam do domu, jestem cała mokra, ale i niezwykle szczęśliwa. Jest tak cudownie! 
                                                                                                                                                           Ola

Poszukiwanie skarbów oczami lidera zwycięskiej drużyny - od Maćka






Poszukiwanie skarbów oczami lidera zwycięskiej drużyny


          Środa, szósty maja 2015 roku, wysoka temperatura powietrza i lekkie zachmurzenie. Idealne warunki na wyruszenie na poszukiwanie skarbów!
          Wszystko zaczęło się od wylosowania kartek z cyframi od 1 do 4 z kapelusza. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co one będą oznaczać, ale dowiedzieliśmy się w niedalekiej przyszłości. Otóż na miejscu naszej zabawy, w ruinach Salony, okazało się, że to dzięki nim zostaniemy podzieleni na drużyny.
          Po zorientowaniu się, kto jest z kim w drużynie, nadszedł bardzo ważny moment – wybór lidera ( w końcu to bardzo odpowiedzialne zadanie i nie wszyscy są w stanie jemu podołać). W grupie, w której byłem, wybór padł na mnie. Od razu zyskałem poczucie odpowiedzialności i chęć doprowadzenia mojej ekipy do zwycięstwa.
          Wybór lidera to jednak nie wszystko. Każda drużyna musi mieć w końcu wyróżniający ją strój! Wtedy, jako lider, musiałem udać się do pierwszych ruin w poszukiwaniu jednej z czterech kopert, każdej w innym kolorze i to właśnie od koloru koperty zależał kolor naszego stroju. Nam przypadł kolor zielony. Koperta wpłynęła również na przebieg naszej trasy do skarbu, ponieważ w każdej znajdowała się mapa z inną trasą.
          Nie tracąc zbytnio czasu, ruszyliśmy w kierunku naszego pierwszego punktu docelowego, gdzie udało nam się znaleźć kolejną kopertę. Całe szczęście, że nie była ona zbytnio ukryta, bo wtedy moglibyśmy mieć nie lada problem!
          Kolejna koperta została schowana znacznie dalej, tak daleko, że w pewnym momencie zacząłem mieć pewne obawy. Zastanawiałem się, czy prowadzę swoją drużynę w dobrą stronę, a mogliśmy  to przypłacić porażką. Oczywiście, jak na prawdziwego lidera przystało,  udawałem, że wszystko jest w porządku. Jak się później okazało, rzeczywiście tak było.  Tym razem jednak nie wystarczyło bystre oko, aby odnaleźć kolejny fragment mapy.  W tym wypadku trzeba było przeczytać fragment piosenki i dopiero wtedy otrzymaliśmy kopertę od jej strażniczki. Ku naszemu przerażeniu zbliżała się do nas przeciwna drużyna, a my musieliśmy jeszcze ułożyć puzzle, które składały się w mapę. Poradziliśmy sobie jednak z tym bardzo szybko i natychmiast ruszyliśmy w dalszą drogę.
          Kolejny punkt okazał się problemem.  Nie wiedzieliśmy, dokąd mamy się udać i co teraz mamy zrobić. Szukaliśmy drogi przez dość długi czas, aż trafiliśmy na kolejną osobę pilnującą kopert, jednak w połowie rozwiązywania zagadki okazało się, że nie jest ona przeznaczona dla nas! Zrekompensowano nam na szczęście stracony czas. Strażnik kopert wskazał nam miejsce, do którego powinniśmy się udać.
          Udaliśmy się tam bardzo szybko, bo wiedzieliśmy, że po tej stracie czasu nasze zwycięstwo wisi pod znakiem zapytania. Gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że tym razem czeka nas próba zręczności i wygimnastykowania, ponieważ musieliśmy pokonać krótki korytarz bez dotykania sznurków zawieszonych pomiędzy ścianami. Całe szczęście udało nam się to za pierwszym razem i mogliśmy przejść do kolejnego punktu, który okazał się być metą naszych poszukiwań!
          Idąc do amfiteatru, zobaczyliśmy, że czerwona drużyna zaczyna deptać nam po piętach i musieliśmy przyspieszyć. Gdy tylko zobaczyliśmy ruiny tej budowli, nasze serca napełniły się szczęściem i prawie biegliśmy do mety. Jednakże należało jeszcze zejść na dół, przy czym użycie schodów zostało nieoficjalnie uznane za zbyt typowe przez moją drużynę i schodziliśmy zeskakując z fragmentów ruin. Całe szczęście, że nikomu nic się stało!
          Na mecie czekał na nas chłopak w stroju rzymskiego żołnierza, który opowiedział nam o amfiteatrze i udzielił dostępu do skrzyni ze skarbami, w której znaleźliśmy ręcznie robione, małe dzbanuszki oraz słodycze.
          Poszukiwanie skarbu można uznać za bardzo interesujące i przyjemne doświadczenie, które dało nam, poza informacjami na temat Salony, ekscytujące poczucie zdrowej rywalizacji.